Zielonogórskie obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Franciszek Broczkowski doczekał się odpowiedzi dopiero po drugiej prośbie, którą skierował w kwietniu do Ministra Sprawiedliwości. Odpowiedź była lakoniczna i bezduszna. Poinformowano, że Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski i wyrok został wykonany. Rodzina nigdy się nie dowiedziała, kiedy Karol został stracony i czy gdziekolwiek istnieje jego mogiła.
Była to praktyka ogólnie wówczas przyjęta. Skazaniec na karę śmierci obligatoryjnie musiał być pozbawiany praw honorowych i obywatelskich. Władza w stosunku do niego miała tylko jeden obowiązek: pozbawić go życia i uprzątnąć jego zwłoki tak, aby ślad zaginął. Wcześniej musiał miesiącami czekać na ewentualne ułaskawienie przez Prezydenta Bieruta lub Radę Państwa. Nie był zwykłym więźniem, znajdował się pod szczególnym nadzorem (np. w nocy w celi śmierci, w której przebywał od wyroku, nie wyłączano prądu).
Karol Broczkowski został rozstrzelany 11 lutego 1953 r. o godz. 21.30 w Więzieniu w Zielonej Górze przy ul. Łużyckiej. Przy jego śmierci obecni byli: Prokurator Wojskowy kpt. Jan Koluba, Naczelnik Więzienia Stefan Rosiński, lekarz Szymon Dąbrowski oraz dowódca plutonu egzekucyjnego chor. Franciszek Honc. W protokole widnieje zapis „pluton egzekucyjny”, co jednak wcale nie znaczy, że strzelało kilku żołnierzy. Mogło być tak, że chor. Honc oddał strzał z pistoletu w głowę Karola Broczkowskiego samodzielnie (nie raz tak to się odbywało, co przyznają we wspomnieniach obecni przy egzekucjach księża).
Wspominałem już tu jakiś czas temu, że w Zielonej Górze wszystkie znane mi wyroki śmierci odbyły się bez udziału osoby duchownej. Czy znaczy to, że organizatorzy mieli coś do ukrycia, a osoba „niezależna” była jakimś zagrożeniem? W dokumentach odnotowywano wyznanie religijne skazańca, zastanawia więc fakt, że katolik – najczęściej wychowany i uformowany religijnie w Drugiej Rzeczypospolitej – nie miał w momencie swojej śmierci księdza katolickiego…
W przypadku wykonania kary śmierci na Karolu Broczkowskim wątpliwości budzi także brak jeszcze jednej osoby: sędziego wojskowego kpt. Stefana Cieślaka, który pół roku wcześniej wydał wyrok i miał prawny obowiązek w jego wykonaniu uczestniczyć. Był jeszcze przez rok pracownikiem WSR w Zielonej Górze – co się stało? Nie wiadomo.
Karol Broczkowski był dezerterem z Ludowego Wojska Polskiego, który nie chcąc dać się wylegitymować przypadkowemu milicjantowi, śmiertelnie go postrzelił. Wcześniej, po ucieczce z jednostki wojskowej z Gniezna, związał się z powstającą na terenie jego rodzinnej wsi Jędrzychowice (niedaleko Szlichtyngowej, pow. Wschowa) konspiracyjną organizacją młodzieżową „Partyzanci – Armia Krajowa”. Dowódcą był jego kolega, Florian Grzana, a pozostałymi uczestnikami Szymon Szpiczka i Zygmunt Salwa. Wszyscy mieli po 20 lat.
Ich działalność zaczęła się jesienią 1950 r. w domu Floriana Grzany. Podczas kolejnego wspólnego słuchania audycji radiowych rozgłośni zachodnich w języku polskim padła propozycja założenia konspiracyjnej organizacji. O tym, jak można to zrobić, dowiedzieli się z radia, nie posiadali jednak nawet minimalnego doświadczenia w tym zakresie. W toku dyskusji ustalili główne cele tajnego związku. Strategiczny polegał na przygotowaniu się do zbrojnego wystąpienia przeciwko Polsce Ludowej w momencie wybuchu wojny, doraźne z kolei na organizowaniu zamachów na funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństw i Milicji Obywatelskiej głównie w celu zdobywania broni. Planowali także akcje dywersyjne w formie napadów na gospodarstwa spółdzielcze oraz instytucje państwowe. Zamierzali w ten sposób zdobywać środki materialne na prowadzenie działalności.
Organizację nazwali „Partyzanci”, a w styczniu 1952 r. zmienili nazwę na „Partyzanci – Armia Krajowa” na wniosek Karola Broczkowskiego. Podjęli decyzję o głębszej konspiracji, dlatego przyjęli pseudonimy: Florian Grzana – „Wierzbun”, Karol Broczkowski – „Dąbczak”, Szymon Szpiczka – „Jastrząb”, Zygmunt Salwa – „Kozioł”. W lutym rozpoczęli przygotowania organizacyjne do przeniesienia swojej działalności na teren Gór Świętokrzyskich, aby tam rozpocząć aktywniejszą walkę z komunistami, przyłączając się do innych oddziałów partyzanckich. Planowali nawet zdobyć samochód osobowy.
Ostatecznie działalności „Partyzantów – Armii Krajowej” nie uznano jako organizacji zmierzającej do zbrojnego obalenia Polski Ludowej, ale jako bandę terrorystyczno-rabunkową. Na podstawie zeznań świadków udowodniono im kradzież motocykla, radia i aparatu fotograficznego. Zastanawiający jest fakt, że ewidentna i nieukrywana chęć walki z Polską Ludową nie została tu zupełnie zauważona, kiedy w innych, nieraz bardzo wątpliwych przypadkach, ten sam WSR w Zielonej Górze skazywał na karę śmierci z tego właśnie powodu.
Wydaje się, że mogły się na to złożyć dwie sprawy. Po pierwsze sąd w pierwszej kolejności chciał przykładnie ukarać wojskowego za dezercję i zabójstwo. I chociaż było ono zgodne z założeniami organizacji, do której przystąpił (likwidacja funkcjonariuszy MO i UB), to jednak inni członkowie nie wzięli w nim udziału. Grzana, Szpicka i Salwa, mimo że przede wszystkim prowadzili działalność polityczną, zostali uznani za pospolitych kryminalistów. W dokumentach archiwalnych zachowały się dwa akty oskarżenia: jeden, świadczący o tym, że ich działalność miała charakter kontrrewolucyjny (przygotowywanie zbrojnego obalenia ustroju), drugi – że tylko rabunkowy. Kolegium sędziów na utajnionym posiedzeniu przygotowawczym uzgodniło, że należy przede wszystkim surowo ukarać żołnierza za jego czyny, a cywilów skazać za kradzieże.
Po drugie mogło również chodzić o stworzenie lepszego obrazu młodzieżowych organizacji kontrrewolucyjnych w naszym województwie. W latach 1950-1954 starano się udowadniać, że ilość wyroków wydawanych w procesach politycznych spada. Może nie bez znaczenia pozostawał fakt, że w tym samym okresie we Wschowie aresztowano członków „Młodzieżowej Siły Zbrojnej” w tej samej grupie wiekowej.
Śledztwo musiało być bardzo brutalne – świadczy o tym fakt, że na ostatnich protokołach z przesłuchań chłopcy mają problem ze złożeniem wyraźnych podpisów. Było on prowadzone pod kątem wrogiej działalności przeciwko Polsce Ludowej oraz zabójstwa na służbie funkcjonariusza MO. Najwięcej oskarżeń skierowano przeciwko Karolowi Broczkowskiemu – dezercja, kradzież broni, zabójstwo milicjanta, przystąpienie do nielegalnego związku.
Proces „Partyznatów – Armii Krajowej” odbył się w dniach 28-29 lipca 1952 r. w Zielonej Górze. Rozprawę główną prowadził sędzia kpt. Stefan Cieślak. Wyrok ogłosił 30 lipca. Karol Broczkowski – kara śmierci, Florian Grzana – 15 lat więzienia, Szymon Szpiczka – 9 lat więzienia, Zygmunt Salwa – 8 lat więzienia.
Po upadku komunizmu w Polsce tylko Zygmunt Salwa złożył wniosek do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze w 2000 r. o unieważnienie wyroku z 1952 r.w związku z działalnością o niepodległy byt Państwa Polskiego. Sąd jednak odmówił mu, uzasadniając decyzję tym, że „Partyzanci” nie podjęli faktycznej działalności przeciwko Polsce Ludowej.
Marek Budniak
Artykuł opublikowany w Gazecie Lubuskiej, 24 listopada 2017 r.